Reklama

Ceny z Tabeli Ofert

Wyniki przetargów

NOTOWANIA Z RYNKÓW

 

 

 

 

 

 

 

NOTOWANIA Z RYNKÓW HURTOWYCH SPRH

Sonda

Czy boisz się żywności modyfikowanej genetycznie?:

waluty

Ostatnie komentarze

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

Logowanie

Kontakt

Wywiad: Straszne GMO

Poziomy ekspresji, zagrożenie, antybiotyki, nowotworzenie, epigenetyka, mutacje, GMO… W gąszczu słów i terminów gubi się niejeden student kierunków przyrodniczych. Co ma powiedzieć osoba, która na co dzień nie interesuje się tematami związanymi ze współczesną inżynierią genetyczną? O co chodzi w zamieszaniu związanym z GMO?

Od początku
Choć mutant powszechnie kojarzy się z wybuchem w Czarnobylu lub dwugłowym kotem, to jednak w przyrodzie mutacje są naturalnym zjawiskiem. Informacja genetyczna zapisana w genach, w każdym żywym organizmie, podlega częstym zmianom. Najczęściej prowadzi to do śmierci osobnika, czasem jednak nowo nabyta cecha może okazać się korzystna i utrwalona dzięki mechanizmom ewolucji. Zmienność w przyrodzie wynika również z innego zjawiska jakim jest rekombinacja, której częścią składową jest losowe łączenie się gamet pochodzących z organizmów rodzicielskich. Ludzkość od początków hodowli wykorzystywała te zmiany, żeby uzyskać coraz lepsze odmiany i gatunki. Proces taki zajmuje wiele lat. Dzięki rozwojowi inżynierii genetycznej przyśpieszono go, opracowując metody umożliwiające wprowadzenie pożądanych zmian. Tak powstało GMO – Genetically Modified Organism – organizm zmodyfikowany genetycznie.

Nie takie proste

W związku ze złożonością procesów zachodzących w komórkach, z których duża część jest jeszcze niezbadana, zadanie wprowadzenia na stałe pożądanej właściwości do np. rośliny (GMO to również bakterie, grzyby, zwierzęta) nie jest takie proste. Jedna z podstawowych technik składa się z wielu etapów, z których każdy wymaga odpowiedniej optymalizacji. Ludzie wymyślili ją obserwując przyrodę. Istnieją bakterie, m.in. Agrobacterium tumefaciens, które powodują nowotworzenie korzeni roślin (nowotwór roślinny jest czymś innym niż nowotwór zwierzęcy), co jest korzystne dla bakterii. Bakterie „zmuszają” rośliny do nowotworzenia przez wprowadzanie do ich komórek fragmentu swojego genu. Ten mechanizm wykorzystują biotechnolodzy w wytworzeniu roślin GM. Najpierw trzeba stworzyć bakterie, które zamiast swojego kawałka DNA będą wstawiać pożądany gen. Następnie trzeba zakazić komórki roślinne. Mimo prostych założeń, technika wymaga jednak indywidualnego dopracowania.

O co chodzi?

Argumenty zarówno zwolenników, jak i przeciwników są liczne. W obu grupach znaleźć można fanatyków i ludzi o bardziej racjonalnych poglądach. Tak jak przy każdej przełomowej technologii niepewność co do konsekwencji powoduje niechęć. Wynalazek Gutenberga też miał licznych przeciwników, twierdzących, że umożliwia on niekontrolowane rozpowszechnianie materiałów pisanych. Żeby rozstrzygnąć spór i wyrobić sobie opinię – za czy przeciw GMO, należałoby przeprowadzić wnikliwe studia, nie tylko wczytując się w procedury przeprowadzonych badań, ale również w powiązania polityczno-społeczno-ekonomiczne.4 www.okiemstudenta.pl

Rozmowa z dr. hab. Marcinem Filipeckim z Katedry Genetyki, Hodowli i Biotechnologii Roślin na Wydziale Ogrodnictwa i Architektury Krajobrazu SGGW.

Katarzyna Grochowska: Na początku chciałabym wyjaśnić, co tak naprawdę kryje się pod nazwą GMO?

Marcin Filipecki: GMO to skrót od angielskich słów oznaczających organizm zmodyfikowany genetycznie. Jest to jeden z bardziej zaawansowanych produktów biotechnologii. W przyrodzie cały czas zachodzą naturalne zmiany – powstają mutacje zmieniające właściwości danego organizmu. Człowiek tworzy podobne zmiany w genach organizmów, w celu nadania im zaplanowanych cech. Procedury nie są jednak łatwe, szczególnie w przypadku niektórych gatunków.

K.G.: Ile GMO znajduje się w codziennie spożywanych produktach spożywczych? Czy są producenci, którzy „przemycają” tego typu żywność?

M.F.: Przeciętny konsument w naszym kraju bezpośrednio nie zjada w ogóle takich produktów. Polscy producenci kupują droższe surowce, niezmodyfikowane. Natomiast pasze dla zwierząt z roślin GM są w powszechnym, świadomym użyciu. W Polsce produkty żywnościowe są pod ścisłą kontrolą. Jedynego nadużycia można się doszukiwać w sposobie oznaczania. Zdarzają się też sporadyczne przypadki pojawienia się produktu składającego się z surowców GM. Nikt jednak nie chce nas potajemnie otruć.

K.G.: Dlaczego ludzie boją się GMO?

M.F.: Jest to lęk przed nieznanym. Ludzie nie interesują się genetyką, nie uczą się jej. Mało która dorosła osoba pamięta informacje ze szkoły średniej. Ciekawostką jest fakt, że członkowie organizacji ekologicznych zaangażowanych w walkę z GMO sami oceniają swoją wiedzę biologiczną jako niską. Niewątpliwie są to wartościowi ludzie, mający wiele energii i pomysłów. Są również aktywni medialnie, niestety są również podatni na manipulację.

K.G.: Kto nimi manipuluje?

M.F.: Wyżej postawieni aktywiści, którzy chcą uchronić świat przed genetycznie modyfikowanymi organizmami. Oni głęboko wierzą, że takie organizmy mogą spowodować wiele szkód. Pomimo kilkunastu lat użytkowania GMO, nie ma dowodów szkodliwości. Kolejnym argumentem jest stwierdzenie, że kilkanaście lat to za krótko i że potrzeba perspektywy stu, dwustu lat. Najlepiej paru tysiącleci.

K.G.: Nie mają trochę racji? Nie ma żadnych realnych zagrożeń, np. dla dzikich gatunków?

M.F.: Niektóre argumenty dotyczą uzasadnionych wątpliwości. Wystarczy popatrzeć na sprawozdania ze szczytów klimatycznych. Dodatkowo, oprócz wiary, że GMO jest szkodliwe, dochodzi inny zniechęcający czynnik. Mianowicie, technologia otrzymywania użytecznych GMO jest technologią drogą i w związku z tym jest wykupiona przez duże koncerny biotechnologiczne. Taka koncentracja budzi niepokój ze względu na to, że mają one w swojej historii różne nieczyste zagrania, np. jak wprowadzanie na rynek produktów powodujących choroby i śmierć ludzi. Atak na GMO może być związany z atakiem na koncerny, a nie na technologię.

K.G.: Kto walczy z GMO?

M.F.: Różne organizacje ekologiczne, np. Greenpeace, choć oni ostatnio pod wpływem dużej ilości badań naukowych stonowali swoją krytykę, co nie zawsze dochodzi do lokalnych aktywistów. Istnieje również ciekawa organizacja Koalicja Polska Wolna od GMO, która jest najbardziej zaangażowaną tego typu organizacją w Polsce. Jej członkowie twierdzą, że polskie gospodarstwa powinny stawiać na „ekologię”, że to jest sposób na rozwiązanie problemów wsi. Nie akceptują tego, że coraz więcej gospodarstw przestawia się na nowoczesne technologie. Jest to propaganda dla mieszkańców miast, którzy są głównymi konsumentami produktów ekologicznych. Do rolników z kolei dociera informacja, że produkty GMO są szkodliwe dla konsumentów i środowiska. Te pseudownioski są oparte na fatalnie przeprowadzonych badaniach, nie dających jednoznacznych wyników.

K.G.: Czy w związku ze zwiększającą się liczbą ludności i wzrostem zapotrzebowania na żywność trzeba sięgnąć po nowoczesne technologie?

M.F.: GMO powstało w krajach bogatych. Motorem wynalazku jest w pierwszej kolejności zysk. Ściśle z tym powiązana jest możliwość poprawy naszego życia. Niewątpliwie, jednym z argumentów jest wzrost liczby ludności – do 2050 r. będzie nas około 9 mld, szacuje się, że zabraknie nam połowy gruntów uprawnych. Jedyna możliwość to polepszanie wydajności produkcji, otrzymywanie nowych odmian, przystosowanych do trudnych warunków środowiska, lepiej plonujących.

K.G.: Jakie są największe mity dotyczące GMO?

M.F.: Na ten temat powstało wiele absurdalnych twierdzeń. Dobrym przykładem jest stwierdzenie, że jedząc GMO jemy geny, a normalne rośliny ich nie mają. Prawda jest taka, że codziennie zjadamy 1015 genów. Innym fałszywym stwierdzeniem jest to, że rośliny GMO zmniejszają płodność. Jest ono poparte nieprofesjonalnymi badaniami, które moi magistranci zaprojektowaliby lepiej. Kolejny zarzut dotyczy alergenności. Prawda jest jednak taka, że GMO nie wywołuje alergii w większym stopniu niż inna żywność. Pyłek „normalnej” kukurydzy może uczulać tak samo jak tej GM. Co więcej, są pomysły, żeby poprzez modyfikacje genetyczne zmniejszyć ilość alergenów. Istnieją również sensowne wątpliwości. Nie wiadomo, co się stanie, jeżeli do środowiska wprowadzimy nowe geny, np. odporności na antybiotyki. Obecnie jednak wydaje się, że nie jest to duże zagrożenie. Wiele wprowadzonych cech to obciążenie dla roślin, niepotrzebne w naturalnych warunkach. Roślina GM z odpornością na herbicyd bardzo szybko utraci tę właściwość, jeżeli nie będziemy kreować presji środowiska opryskując ją tym herbicydem.

K.G.: Dziękuję za rozmowę.

Autor: Katarzyna Grochowska, studentka SGGW, pismo "Okiem Studenta"
Fot. Michał Dyjuk